Czas na pstrągi

Czas na pstrągi

Pstrągi… pstrągi… pstrągi…

Szkoda, że nasze kochane kropki są tak podatne na zanieczyszczenia, kłusowników i mięsiarzy. To tak niesamowite ryby, a nasze łowiska są tak piękne, że pstrągi i trocie powinny być wręcz naszymi sztandarowymi rybami.

Jednak – choć to trochę się zmienia – w stosunku do innych gatunków, pstrągi wypadają dosyć blado w częstotliwości pojawiania się w social mediach. Dzieje się tak z kilku powodów.

Po pierwsze – nie chcemy kusić kłusowników i mięsiarzy zdjęciami pięknych ryb.

Po drugie – jest nadal bardzo mało miejsc, gdzie można fajnie połowić pstrągi.

Po trzecie – niewielu z nas to potrafi.

Ja oczywiście należę również do tej trzeciej grupy. Złowiłem w swoim życiu sporo pstrągów, w tym kilka naprawdę pięknych, ale absolutnie nie mogę powiedzieć, że się na tym znam. Moje pstrągowe podboje to klasyczne łowienie, w klasycznych miejscach, na klasyczny sprzęt.

Łapie się za głowę kiedy widzę obecne techniki i przede wszystkim przynęty jakimi ludzie łowią pstrągi. Larwy, ochotki, robale, wymyślne woblery, przepiękny handmade. Wygląda to trochę tak – jakby łowienie pstrągów w Polsce rozkwitało.
Podobne zjawisko widać na social mediach – coraz częściej na mojej grupie FWA TEAM pojawiają się zdjęcia pięknych kropasów, ludzie chętniej dzielą się wiedzą, a nawet miejscówkami. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wiąże to się z pewnym ryzykiem…

Jednak namnażanie się kolorowych przynęt to nie jedyne zmiany jakie zaszły w ostatnich latach. Coraz więcej odcinków rzek oznaczonych jest „no killem”. Coraz więcej wędkarzy zdobywa uprawienia kontrolerów. Coraz więcej nauczonej odpowiedniego podejścia młodzieży wyrusza nad rzeki. Daleko nam jeszcze do naprawienia wszystkiego co zostało zniszczone przez ostatnie lata, ale… jest progres!

Poza pewnymi wyjątkami – miejscami ogólnie znanymi i dobrze pilnowanymi – nigdy nie zdradzam gdzie wędkuję. Tylko nieliczne wody są gotowe na zwiększoną presję, dlatego mimo pojedynczych sprzeciwów większość odwiedzanych przeze mnie wód trzymam w tajemnicy. Z łowiskami pstrągowymi poszedłem jeszcze o krok dalej – w ogóle nie nagrywam moich rzecznych zmagań.

W tym roku jednak chcę to zmienić. Nie będzie to na pewno seria kilkudziesięciu odcinków, ani tym bardziej oficjalna reklama łowiska, wraz z jego nazwą i mapą dojazdu. Niemniej jednak mam na radarze kilka miejsc tak znanych i tak pilnowanych, że obecność mojej kamery nie powinna im zaszkodzić w żadnym wypadku.
Zakupiłem więc kilka Mystery Fishing Boxów na Pstrąga. Poświęciłem kilka godzin na rozszyfrowanie tych kompletnie nieznanych dla mnie przynęt. Poukładałem je w pudełkach i już wkrótce wyruszam nad rzekę.
Rzeki to jednak nie jedyne miejsce w których chcę łowić. Marzą mi się Bałtyckie trocie i… choć to jeszcze często spotyka się ze zniesmaczeniem – Trout Area. Super lekkie kije, grube, waleczne i BARDZO wybredne tęczaki? Ou yeaaah :)

Na koniec – pamiętajcie, żeby bardzo dbać o nasze kropaski. Wiele ryb jest znacznie odporniejszych niż nam się wydaje i czasami wręcz przesadzamy z dbałością o nie – natomiast akurat pstrągi powinniśmy wręcz traktować jak motyle. Niech rosną, rozmnażają się i wypełniają nasze przepiękne łowiska, a kto wie… może za jakiś czas wypad pstrągowy nie będzie nam kojarzył się głównie ze spacerem, a z regularnymi, efektownymi holami.

Tego życzę Wam, sobie i moim dzieciom.